Tablet Apple – krok w kierunku świata bez mediów
Styczeń 31, 2010 autor Jacek Basiński
Opublikowano w Lifestyle
Ponownie na naszych łamach Robert Kostka – Zawadzki, autor bloga Trend Scout. Kolejny raz mała odmiana w „podejściu” tematu, ale tematyka jak najbardziej aktualna. Fenomen iPada, a szerzej Apple to nie tylko materiał na kolejne artykuły o technologii, ale bardzo ciekawa obserwacja socjologiczna. O tym, czy Ziemia staje w miejscu, kiedy Jobs wychodzi w swym golfie na scene. Polecamy!
Można różne rzeczy powiedzieć na temat nowego produktu Appla, ale jedno jest pewne – Steve Jobs to prawdziwy papież nowych technologii pierwszej dekady XXI wieku. Jego popularność w internecie jest nawet większa od obecnego papieża Benedykta XIV.
Wystarczy, że Steve Jobs szepnie coś o swoich nowych pomysłach, a wszyscy zaczynają o tym rozmawiać. Na głównej stronie jednego z najbardziej poczytnych serwisów, jeśli chodzi o branże nowych technologii, jakim jest Fast Company osiem tekstów dotyczyło nowego objawienia Jobsa i to jednego dnia. Siła medialnego oddziaływania Jobsa jest większa niż najbardziej oglądanego bloku reklamowego w USA przed rozgrywkami Super Bowl.
Opinie na temat nowego tabletu Appla są podzielone. Jedni widzą w nim objaw prawdziwego geniuszu i zapowiadają prawdziwą rewolucję na rynku komputerowym, zaś pozostali nie widzą nic nowatorskiego w tej odmianie dotykowych laptopów.
Większość opinii i komentarzy dotyczących nowego produktu dotyczy jego właściwości technicznych i możliwości, jakie oferuję użytkownikowi. Czym się różni, a w czym jest podobny do istniejących produktów na rynku. Niektórzy też zwracają uwagę na design, który mocno przypomina poprzedni „wynalazek” Jobsa – iPhone.

Wszyscy zadają pytania: Czy iPad to rewolucja, czy zmieni świat, czy go nie zmieni? Zdobędzie porównywalną, a nawet większą popularność od iPoda, czy iPhona wśród odbiorców, czy też nie?
Myślę, że odniesie sukces. Dlaczego?
Po pierwsze – marka i jej wartości.
Odkąd Jobs ponownie dołączył do firmy marka Apple stała się synonimem innowacji, a sam Jobs – jednym z ważniejszych trendsetterów na świcie.
Przed Jobsem na rynku komputerowym funkcjonowało wiele graczy, którzy praktycznie oferowali podobny produkt, a ich działania sprowadzały się do wyczerpujących wojen cenowych (tzw. strategia czerwonego oceanu). Jobs zrezygnował z komunikacji opartej na cenie i właściwościach technicznych, a skupił się na wartościach i designie. W konsekwencji stworzył zupełnie nowy typ produktu, który nadal funkcjonował na rynku komputerowym, ale zasadniczo postrzegany był odmiennie niż konkurencja (strategia błękitnego oceanu).

To nic, że niektóre wyroby Appla mogą mieć gorsze właściwości niż inne urządzenia oferowane przez pozostałe firmy ważne jest, co innego – zbudowanie rzeszy oddanych wyznawców marki, która swoim charakterem i wartościami tworzy aurę wtajemniczenia. Ich świat funkcjonuję na bardzo podobnych zasadach, co nowe ruchy religijne oparte na wierze i zaufaniu wobec swojego charyzmatycznego lidera.
Że tak się dzieje nadal, mogliśmy obserwować na przykładzie procesu wprowadzenia nowego tabletu. Wszystko jest spójne ze stosowaną do tej pory przez Jobsa strategią – tajemnica (sprzeczne wypowiedzi dotyczące wprowadzenia nowego produktu), pokaz mocy (słynne już prezentacje Jobsa), wyraźnie zaznaczone wartości (innowacja, zmiana, przekraczanie schematów) i oczywiście nowatorski design (inspirująca i mająca wpływ na konkurentów estetyka).
Po drugie – wzajemna synergia i monetyzacja
Zbudowanie oddanych wyznawców marki ma kluczowe znaczenie dla sukcesu kolejnych wprowadzanych produktów. Niektóre badania pokazują, że użytkownicy obecnych już na rynku wyrobów Appla nie tylko częściej deklarują zakup nowych produktów, ale też są skłonni wydać na nie więcej pieniędzy niż klienci wyrobów konkurencyjnych.
Postępowanie Jobsa wskazuję na coś jeszcze. Podobnie, jak Google systematycznie tworzy spójną rynkową ofertę, w skład której wchodzą komplementarne względem siebie produkty i usługi. Każda jego propozycja nie tyle jest skierowana wobec określonej grupy docelowej, ile stanowi przedłużenie i dopełnienie już istniejących.
Uważne prześledzenie historii wprowadzenia na rynek iMac’a, iPoda, sklepu internetowego iTunes, czy iPhon’a pokazuję, że każdy następny krok Jobsa odnosił nie tylko spektakularny sukces, ile wspierał sprzedaż pozostałych. Taką strategię można nazwać emergentną, w której dodanie kolejnych elementów nie oznacza ich sumy, ale pojawienie się zupełnie nowych właściwości.
Jedną z nich jest to, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Na kilka miesięcy przed wprowadzeniem na rynek iPhona jedynie 9% respondentów deklarowało jego zakup, zaś w podobnym okresie przed premierą nowego tableta Appla chęć jego zakupu przejawiało już 21% badanych.
Po trzecie – wykorzystanie trendów na rynku mediów
Śledząc dotychczasowe poczynania Steva Jobsa można zauważyć, że jest doskonale świadomy tego w jakim kierunku zmierza świat mediów.
Nie tylko umiejętnie to wykorzystuje, ile sam kreuję nowe tendencje na rynku. Postępuję tak, jak czynił to na samym początku swojej kariery – redefiniując i zmieniając perspektywy branży. Powoduje to, że konkurencja zmuszona zostaje do przyjęcia jego warunków i naśladownictwa.
- Rozrzedzanie się przestrzeni i czasu
Na naszych oczach rozwija się bowiem proces, który można określić, jako rozrzedzanie się czasu i przestrzeni – systematycznie postępuje ewolucja kontaktu z siecią. Rosnąca mobilność technologii, praca w chmurach, zmiany zachowań użytkowników internetu (tzw. web 2.0), rozwój technologii augemented reality powodują, że coraz bliższy staje się moment, w którym to nie użytkownicy będą poszukiwać dostępu do sieci, ile sieć będzie poszukiwać użytkowników.
- Nowe perspektywy dla tradycyjnych mediów
Prasa przeżywa szereg poważnych kłopotów, z których dwa są najbardziej bolesne - od kilkunastu lat obserwujemy systematyczny spadek sprzedaży egzemplarzowej wydań papierowych i jednocześnie zainteresowanie reklamodawców ofertą gazet w internecie jest niewystarczające do utrzymania opłacalności prasowego biznesu.
iPad to kolejna szansa dla wydawców prasy. Czy dzięki podobnym urządzeniom znajdą oni dla siebie przyjazny i skuteczny kanał dystrybucji, który nie będzie wymagać kilkunastu wielkich ciężarówek rozwożących każdego dnia setek ton papieru i jednocześnie zachęci reklamodawców?
Być może tym razem wydawcy nie przegapią nowej okazji. Jak pisze Vadim Makarenko:
„Innovations Media Consulting Group pracuje dla kilku wydawców nad prototypami specjalnych wydań ich tytułów dopasowanych do tableta Apple’a. Szczegółów nie zdradza, potwierdza jedynie, że będą one zbliżone do tego, co już zaprezentowała redakcja słynnego magazynu „Sports Illustrated” należącego do koncernu Time Warner”.
Pojawiają się też nowe perspektywy dla przyciągnięcia reklamodawców
„- Również reklama jest bardziej dynamiczna – przekonuje Terry McDonell, redaktor zarządzający „Sport Illustrated”, po czym dotyka palcem zdjęcia na jednej ze stron. Reklama ożywa”.
- Dywersyfikacja i zmiany w czytaniu
To nie prawda, że czytelnictwo upada. Miejsce ma raczej proces odwrotny bowiem czytamy coraz więcej. Jednak to w jaki sposób czytamy i gdzie ulega szybkim zmianom i coraz mniej przypomina tradycyjną lekturę książek (tu rzeczywiście można się spodziewać tendencji schyłkowej). Chociaż Umberto Eco upiera się, że tradycyjna książka nie przestanie istnieć.
W I półroczu 2009 e-booki stanowiły 1,6% całkowitej sprzedaży książek w USA, co daje wartość 81, 5 mln dolarów. Jeszcze w 2008 roku była ona na poziomie 29,8 miliona dolarów – oznacza to wzrost sprzedaży e-booków o 173%. Inny przykład – już w roku 2006 amerykańska agencja Audio Publishers Association szacowała wartość rynku audiobooków na ok. 923 mln dolarów.
Te i podobne zjawiska oznaczają tylko jedno: nowy produkt Jobsa stanowi uzupełnienie i rozwinięcie istniejących już rodzajów kanałów dostępu do rozmaitego rodzaju treści w tym także do książek. I mimo, że nie może być traktowany tak samo, jak kolejny e-czytnik (gorsza jakość obrazu) to jednak można spodziewać się, że również i tu znajdzie zastosowanie.
iPad został wyposażony w aplikację iBook, która ma ułatwić czytanie elektronicznych książek. Aplikacja będzie działać w oparciu o porozumienia z największymi wydawcami książek takimi jak Penguin, Macmillan, Simon & Schuster, Harper Collins and Hachette. To ewidentna odpowiedź Appla na e-czytnik Kindle autorstwa Amazona.
iPad – nowy sukces, czy porażka?
Obojętnie, czy nowy wynalazek odniesie sukces, czy też poniesie porażkę na pewno należy uznać go za kolejny krok w kierunku świata, w którym słowo „media” utracą swoje dotychczasowe znaczenie.
Jeśli bowiem uznać, że media to osobne kanały, najczęściej jednostronnej komunikacji, jak: prasa, telewizja, radio, internet to należy spodziewać się powolnego ich schyłku. Nastąpi dynamiczny wzrost liczby podobnych narzędzi, jak iPhone, czy iPad, stanowiących bardziej „punkty styku i dostępu” (w przypadku takich urządzeń nawet bardziej „punkty dotyku”) , pozwalające użytkownikom nie tyle bierną konsumpcję mediów, ale dostęp do treści, komunikacje i własną twórczość w dowolnym miejscu i czasie.
iPad tylko potwierdza istniejące już wcześniej przypuszczenia, że postępuje ewolucja w kierunku technologii coraz mniej opartej na mechanicznym interfejsie (myszka, czy klawiatura), a coraz bardziej oferującej możliwość komunikacji wykorzystującej nasze zmysły.
Być może iPad jest jedynie małym wstępem, nieśmiałą zapowiedzią czasów kiedy, jak twierdzi David Tow, ewolucja mediów postępować będzie w kierunku nowych form wiedzy zanurzonych w historii ludzkiej cywilizacji – powstaną zautomatyzowane kolekcje dostępne przez czujniki zawierające każdy artefakt kulturowej działalności człowieka, dostępne błyskawicznie i bezpośrednio przez ludzki mózg.
Więcej treści w stylu Roberta na jego własnym blogu TrendScout





